Kilka słonic ze swymi dziećmi — wyrostkami i babką przebywało w zaroślach tamaryn (…)
Kilka słonic ze swymi dziećmi — wyrostkami i babką przebywało w zaroślach tamaryndowców. Ojciec rodziny, zmrużywszy oczy, drzemał.
Już z daleka dostrzegli, że we wsi coś się stało. Bałtyk oglądany z góry lśnił zielonkawo, Holandia zaś cała była pocięta zatokami i kanałami.
Lecz Kruszynka-Tembo nawet nie spojrzała na łakocie. Dostrzegłszy to, dwoje małych lwiątek rzuciło się na ogon tatusia i zatopiło w nim ostre ząbki. — Dziś wieczorem nie powrócił do domu i nigdzie nie można go znaleźć.
A z rana, gdy Ewunia się obudziła, była już w Afryce.)
Mbago od razu zauważył, że koniec trąby chorej słoniczki jest zaczerwieniony i spuchnięty. Niczym prawdziwi zapaśnicy, lwiątka obejmowały się przednimi łapami i starały się przewrócić przeciwnika na ziemię.
— I wcale się nie boisz?
— Wcale.
Mbago roześmiał się w głos. Ewunia zwilżyła w strumieniu liść bananu i sporządziła zimny okład na trąbę. W sawannie zginął mały Mgabo i nie możemy go odnaleźć.
— No dobrze, chodź — zgodził się Mbago. — Nie musiałabym tak często się myć. Babka co prawda wspominała, że w nocy słyszała jakby płacz dziecięcy, ale hieny też czasem śmieją się i płaczą zupełnie jak dzieci. (Musicie wiedzieć, dzieci, że lwy — to wielkie śpiochy.
Przeróżne zwierzęta przechadzały się tu swobodnie i wcale się nie bały ludzi, gdyż wiedziały, że polowanie w Parku Narodowym jest wzbronione.
W śródmieściu wznosiły się nowe, wielopiętrowe gmachy. Wdzięczna matka posadziła sobie dzieci na grzbiet i udała się na poszukiwania Starego-Mądrego-Słonia.
— Hej, wy tam! — krzyknął na sępy.
— Które zwierzę w sawannie jest najwyższe i może najdalej widzieć?
— Żyrafy oczywiście. Rybacy w żaglowych łodziach i czółnach łowili ryby. Po chwili nadchodziła odpowiedź.
Jeden sęp poleciał na północ, drugi — na wschód, trzeci — na południe, czwarty — na zachód.
Owijając długie, sprężyste języki dokoła gałęzi, ściągały z nich delikatnie liście akacji wprost do pysków.
Na polach sizalu pracowały kobiety z motykami w rękach. (Musicie wiedzieć, moi drodzy, że słonie bardzo lubią się kąpać.
— Zaleciałem nad brzeg oceanu. Ich jasne wełniane sukienki są upstrzone różnorakimi czerwonobrunatnymi cętkami. Wujek Ndogo zahamował i powiedział:
— Jesteśmy u celu.
Kły sięgały mu niemal do ziemi. Pasły się na niej szare antylopy gnu, płowe gazele i pręgowane zebry, lecz małego Murzynka nie było — rzekł trzeci sęp. Jedna z nich patrzyła na wschód, druga — na zachód, trzecia — na północ, czwarta — na południe. Jedna chata była znacznie większa od innych.) — Dobrze jeszcze, że Wnuk karmi mnie miękkimi liśćmi, inaczej niechybnie przepadłbym z kretesem. — Dzięki ci, o mądry i potężny Simbo!
— Czy dacie mi wreszcie zdrzemnąć się po obiedzie? — odwarknął lew i zmrużył oczy. Cała rodzina przestała jeść i nachyliwszy szyje, ciemnymi oczami patrzyła na przybyszów.
Cała wioska zbiegła się witać gości. Stary-Mądry-Słoń uczył Wnuka, jak się buduje mosty przez wąwozy i jary (bo słonie nie umieją skakać), jak w łożysku wyschniętej rzeki należy wykopać głęboką studnię, by dotrzeć do wody, jak przechodzić strumień w bród i wielu innych pożytecznych rzeczy, bo to był bardzo mądry i doświadczony słoń. — Cały dzień biegają po sawannie jak szalone. W kącie stały dziwacznie powyginane naczynia.
— Mam słaby wzrok (musicie wiedzieć, moi drodzy, że wszystkie słonie źle widzą i właściwie musiałyby nosić okulary).
Strusie bardzo lubią biegać na wyścigi.
Babcia znużona podrożę, wkrótce zasnęła, Ewunia zaś kołysała się w swym hamaku jak na huśtawce i słuchała dziwnych szmerów.
Daleko, daleko nad wielkim baobabem zobaczył na niebie kilka czarnych punkcików.
— Hej ty, śmierdząca żelazna skrzynio — miały zwyczaj wołać strusie, biegnąc obok samochodu. To ja, Jaszczurka Gekon.
To dopiero była jazda! Jednym susem przez strumienie, galopem przez zarośla. A było to tak. Od jej ukłucia ludzie zasypiają i już nigdy się nie budzę.
Tego już było za wiele. Czasem turyści, przejeżdżający drogą, coś od niego kupowali.
— Kto zaginął, gdzie zaginął, — trajkotały strusie schylając swe cienkie szyje ku ziemi.
Wujek Ndogo był słynnym rzeźbiarzem.
. Na dole wyrzeźbił starego człowieka, na jego ramionach — drugiego i tak aż do samej góry.
— To jest słup pokoleń i widzicie tu wszystkich moich przodków — wyjaśnił wujek Ndogo.
Original post by Iceman
Posted in Uncategorized | No Comments »